• Wpisów:241
  • Średnio co: 9 dni
  • Ostatni wpis:15 dni temu
  • Licznik odwiedzin:55 696 / 2392 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
- Zgadnij kto!- szczęśliwy Michał stal za drzwiami mojego mieszkania i cieszył sie jak dziecko.
- Jakis ufoludek, który zjadł mi przyjaciela?- zaczęłam sie śmiać wpuszczając go do środka.
- Lepiej.
- Wiec?
- Kocham Cie, wiesz?- przytulił mnie mocno, prawie łamiąc wszystkie zebra.
- Oho, mamy problem, tak?
- Nie.- szybko zaprzeczył.-Mam dwie wiadomości. Dobra i bardzo dobra, która chcesz najpierw?
- Ciężki wybór- uśmiechnęłam sie- to najpierw dobra.
- Marcelina ze mną zamieszkała.
- No coś ty, super. A tak bardzo sie bałeś, ze wam sie nie uda, ze jej rodzice będą przeciwko.
- Wiem.
-A ta bardzo dobra?
- Wracam do Wrocławia, Marcelina przyjeżdża ze mna. Na początku listopada sie przeprowadzamy.
- Zajebiście.- rzuciłam mu sie na szyje.- W końcu będę miała cie blisko, a nie na drugim końcu Polski.
- Cieszysz sie?
- Bardzo. To co? Impreza?
- Jasne. Umówimy sie na 20 okej? Marcelina ma jeszcze kosmetyczkę i fryzjera za godzinę, muszę z nia jechać.
- Spoko. Obdzwonię wszystkich. Zadzwoń do Dawida i powiedz, ze ma przyjść, bo ostatnio trochę narozrabiał i sie pokłócili z Oliwia.
- No coś ty, co zrobił?
- On sam Ci opowie, ale nie jest dobrze, bo sie wyprowadził z domu.
- Żartujesz?
- Chciałabym.

- Człowiek wraca zmęczony po pracy, chce odpocząć a tu impreza.- Kamil pokręcił głowa ze zrezygnowaniem.
- Polej mu.- zadecydował Damian. Wypił wszystko jednym tchem.

- Pogodzicie sie, daj jej trochę czasu, zrozumie.- usłyszałam rozmowę Michała i Dawida, którzy stali w kuchni i szeptali.
- Myślisz?
- No pewno.
- Obyś miał racje.
- Ale przyznaj, ze teraz to ty zawiniłeś. Po jaka cholerę chodzisz na te ustawki i bojki kibiców? Nie daj Boże zaatakuje cie kilku naraz i ty im nie dasz rady, to za tydzień przyjdziemy na twój pogrzeb.Malo masz rzeczy na głowie? Masz żonę i dziecko.
- Wiem o tym.
- No to zastanów sie co jest dla ciebie ważniejsze, rodzina czy ustawki i lądowanie w szpitalu co tydzień.- zostawił go samego ze swoimi przemyśleniami. Usiadł kolo mnie. Uśmiechnęłam sie i dodałam:
- Dziękuje, sama bym mu lepiej tego nie wytłumaczyła.- położyłam głowę na jego ramieniu.
- Nie ma za co.
- Ej, ty mi sie do Michała nie przytulaj tutaj- Marcelina pogroziła mi palcem.
- Bo co?
- Bo Ci wbije moje nowo zrobione tipsy w zadek, ze przez tydzień nie usiądziesz.- wyśmiałam ja, a reszta ryknęła głośnym śmiechem słysząc jej groźbę.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
- Klara jesteście w domu?- spytała mama, gdy tylko odebrałam telefon.
- Jesteśmy a co?
- To otwórz drzwi, dzwonie, a dzwonek wam chyba nie działa.
- Idę.- rozłączyłam się i wpuściłam rodziców do środka.

- Mam coś dla Was.- odezwała się po chwili.
- Co takiego?- zainteresował się Kamil.
- Sami zobaczcie.- odpakowaliśmy sporych rozmiarów paczkę.
- No cos ty, mamo.- Kamil nie dowierzał.
- Świetne.- patrzyliśmy na nasz obraz we trójkę, gdzie siedzieliśmy na kanapie w salonie. Głowę miałam oparta na ramieniu Kamila i uśmiechałam sie od ucha do ucha, na moich kolanach trzymałam Kacpra, a Kamil patrzył na małego rozmarzonym wzrokiem i także sie uśmiechał.
- Podoba Wam sie?- powtórzył pytanie tato.
- No pewnie tato. Kiedy wy to zdjęcie zrobiliście?
- Jakos we wrześniu, zanim Kamil wyjechał jak byliśmy u Was na obiedzie.
- Super, jakie ma wymiary?- zainteresowałam sie.
- 100x150.
- Zawiśnie u nas w domu, jak już sie wprowadzimy. Teraz powiesimy w salonie. - Kamil zabrał sie za wiercenie dziur na obraz na płótnie,czym obudził Kacpra.
- Weźmiemy go na spacer.- tato sie zgłosił.
- Jasne dumny dziadku, lepiej powiedz, ze chcesz sie kolegom pochwalić.
- No, rozgryzłaś mnie. Ostatnio cały tydzień dupę mi truli, kiedy wnuka im pokaże.
- Tylko nie wchodź z nim do tego klubu, niech Karol wyjdzie na zewnątrz okej?
- Spoko, nic sie nie boj.
- Pójdę z tata.- mama również wstała.

- No to mamy chatę dla siebie. - przywarłam ustami do Kamila, chcieliśmy się nacieszyć sobą, gdy nie widzieliśmy sie przez prawie miesiąc. Po dwóch godzinach zadzwonił dzwonek do drzwi (samoistnie się naprawił). Byli to dwaj koledzy z pracy Kamila. Otworzyłam im w samej koszuli mojego męża.
- Słucham?
- No, bo my.Yy, ten tego. - jeden z nich przyglądał mi sie bardzo dokładnie.
- Jesteśmy kolegami Kamila z pracy.- odezwał się drugi.- Byliśmy umówieni na 15. Ma nam dać papiery z firmy z Krakowa.
- Kamil.- zawołałam męża.- Twoi koledzy przyszli.
- O kurwa, zapomniałem. Sory, wejdzie. Klara, to jest Krystian a to Adrian.
- Cześć. Klara, zona Kamila.
- Krystian.
- Adrian.
- Panowie wybacza, pójdę się ubrać.- uśmiechnęłam się i zamierzałam skierować w stronę sypialni.
- Jak dla mnie nie musisz.- odezwał sie Adrian.
- Bardzo dobrze wyglądasz w tej koszuli.- dodał Krystian.
- Ej, nie podrywajcie mi zony.- uśmiechnął sie.
- Dziękuje Panowie, ale jednak sie ubiorę. Kamil załóż chociaż spodnie a nie w samych bokserkach latasz.- wróciłam po chwili kompletnie ubrana i pomalowana.
- W ubraniu tez wyglądasz super.
- Bo mam super, extra i turbo zone.- zaśmiał sie Kamil.
- Weźcie bo sie zarumienię i będę czerwona jak burak.

  • awatar Blonde Angel: pomysl z obrazem jest niesamowity, ja probuje Pawla namowic na taka pamiatke, ale nie da sie, podły! ;)
  • awatar KrakowskaGóralka: Ojojoj :D Ja zawsze staram się unikać takich sytuacji :D Ale niekiedy współlokator Wojtka wrócił wcześniej i chowałam się pod kołdrą :D
  • awatar Gość: O Matko! Ja prędzej bym buraka spaliła, a ty z nimi gadałaś na luzie :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
c.d.

Wróciliśmy do mieszkania. Zajęłam sie robieniem obiadu. Michał poszedł położyć Małego do łóżeczka.
- Jak myślisz?- spytał po chwili ciszy.
- Ale co?
- Przejdzie jej? Wybaczy mi?
- Na pewno, szybciej niż myślisz.
- Serio?
- Serio. Daj jej trochę czasu. Nie będzie łatwo, ale to twarda dziewczyna, poradzi sobie.
- Mam nadzieje.- westchnął i wziął sie za krojenie cebuli. Po godzinie usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć.
- Cześć. Wiem, ze tu jest.- Marcelina miała w oczach chęć mordu.
- No jest. Wejdź. Jest w kuchni.- zamknęłam drzwi i poszłam za nia.
- Marcelina?- spytał zdziwiony. Podeszła do niego i uderzyła go z wielka siłą w policzek, az mnie zabolało.
- Nienawidzę cie dupku. I mam cie dosc.
- Przepraszam.- spuścił wzrok. Podeszła do niego i czule pocałowała. Całowali sie dłuższą chwile.
- Ej nie uprawiajcie mi seksu na stole w kuchni. Idźcie sobie do gościnnego czy cos.- odezwałam sie po chwili.
- Możemy?- mruknął Michał pomiędzy pocałunkami.
- Mozecie, tylko, żebym nie musiała was słuchać i żebyście mi Małego nie obudzili. No idźcie, bo robicie mi ochotę, a Kamila nie ma.

Wyszli z sypialni po jakiś dwóch godzinach.
- Juz?
- Juz. Dzieki.
- Nie ma sprawy. Chcecie kawy? Fajek? Cos na rozluźnienie?- śmiałam sie.
- Nie. - po chwili kolejny dzwonek do drzwi.
- Otworze.- Michał zerwał sie na nogi.
- A co ty robisz w moim mieszkaniu?- usłyszałam głos Kamila i od razu pobiegłam do niego. Rzuciłam sie mężowi na szyje.
- Kamil! Co ty tu robisz? Miałeś byc dopiero w październiku.- całowałam go.
- Przyjechałem na weekend. Zabieram cie nad morze. Jedziemy do Sopotu na dwa dni.
- Serio?
- Serio. Pakuj sie. Ja zawiozę Kacpra do rodziców.
- Jesteś kochany.- spakowałam sie. Dojechaliśmy do Sopotu późnym popołudniem w czwartek. Odpoczęliśmy za wszystkie czasy i cieszyliśmy sie sobą. Wróciliśmy do Wrocławia dziś rano. Cieszymy sie sobą razem z Kacprem.

Zaraz wyruszamy na spacerek, a potem Kamil wyjeżdża i znów go nie będzie 2 tygodnie
  • awatar Blonde Angel: Kamil pewnie już wrócił i nie możecie się od siebie oderwac :) co tam słychac we Wrocławiu? :)
  • awatar KrakowskaGóralka: Klara, co u Was? :)
  • awatar Gość: dodaj Kochana jakas notke :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
- Michał! Cześć!- rzuciłam sie na przyjaciela,który przyjechał do nas w odwiedziny.
- Cześć kochanie.- przytulił mnie bardzo mocno.
- Jak sie czujesz?
- W miarę okej. Kamil wrócił?
- Nie, dopiero w październiku. Nie zbywaj mnie. Mow. - opowiedział mi o wszystkim co go męczyło.
- Daj jej trochę czasu. Zrozumie to.
- Myślisz?
- Ja to wiem. Jak było na weselu na Ukrainie?
- Daj spokój, myślałem, ze się ze wstydu tam spale.
- Czemu?
- Wiesz jak wyglądały oczepiny?
- Rzucanie welonem i mucha? Jakieś konkursy dla gości?
- Nic z tych rzeczy. Oczepiny polegały na seksie.
- Słucham?- zakrztusiłam sie woda.
- Matka panny młodej to podobno jakaś ekskluzywna prostytutka, czy tam kobieta do wynajęcia, czy coś w tym stylu. Jej najlepsza przyjaciółeczką okazała sie matka pana młodego. One obie ich ze sobą zapoznały i w ramach wdzięczności za danie kasy na ich wesele ich dzieci mieli pokazać na co ich stać na oczepinach.
- Ale ze co? Bo nie rozumiem. Uprawiali seks na oczach gości? Przy wszystkich na środku sali?
- Pannie młodej zawiązali oczy. W tym czasie na środku sali ustawili cos jakby karton z dziurami na wysokości penisów. Bylo 6 facetów, każdy miał wsadzić swojego penisa do tej dziury i panna młoda miała po smaku poznać, który to jej mąż.
- Żartujesz sobie?
- Nie.
- Obrzydliwe.
- Największą frajdę mieli rodzice pary młodej. Masakra jakaś.
- I co zgadła?
- Za 4 razem. Jak nie zgadła to od nowa jeszcze raz. I tak chyba przez godzinę. Byliśmy z Marcelina tacy zniesmaczeni, ze masakra. Oczepiny takie trwały gdzieś do 2.
- Az tak długo sie z nimi bawiła?
- No. To było takie obrzydliwe. Nie wiem dlaczego te dzieciaki sie na to zgodzili. Sa młodsi od nas, bo maja po 18 lat. Ja bym sie ze wstydu spalił.
- Ja tez. Serio obrzydliwe.
- Zmieniając temat. Chce kupić Marcelinie jakiś wisiorek czy łańcuszek czy cos. Pójdziesz ze mna do jakiegoś Aparta czy Kruka?
- Jasne, ubiorę tylko Małego i możemy isc. Zniesiesz mi wózek na dol? Teraz jak nie ma Kamila to ledwo daje rade, a winda zepsuta.
- Jasne.

Kupiliśmy śliczny komplet. Kolczyki, łańcuszek z zawieszka i bransoletkę. Miałam nadzieje, ze jej sie spodoba.

c.d.n. bo to nie koniec przeciez
  • awatar Gość: No i gdzie ten ciag dalszy?
  • awatar Klara.: @archange: Kamil jest w delegacji w Krakowie, od jakis 2 tygodni.
  • awatar Gość: masakra,brak slow;/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
- Co robisz?- spytała Martyna, gdy odebrałam telefon.
- Jestem u rodziców, a co?
- Jedziemy na zakupy? Musze kupić sobie jakieś buty na jesień.
- No spoko, kiedy?
- Bade po ciebie za godzinę. Zostaw małego z Kamilem.
- Okej.

- Jakie chcesz buty kupić?
- Nie wiem, myślałam coś bardziej o takich już wiosennych, ale jeszcze nie zimowych.
- Chodź, wejdziemy do Deichmanna.- kupiłyśmy sobie buty, za namowa Martyny kupiłam już kozaki na zimę, jedne na obcasie, drugie na płaskiej podeszwie.
- Idziemy zjeść?
- Tak. Co chcesz? KFC? MC? Czy orientalne jedzenie? Albo domowe?
- KFC.
- No to idziemy do KFC.- Jadłyśmy w spokoju i ciszy. Cos Martynę martwiło.
- Wszystko w porządku?
- Tak, czemu pytasz?
- Smutna jesteś, mało co się odzywasz a zawsze paplasz bez sensu. Gadasz jak najęta, a dzisiaj siedzisz cicho.
- Pokłóciłam się trochę z Damianem, wiesz takie małżeńskie kłótnie.- lekko sie uśmiechnęła.
- A poza tym?
- Nic. Poczekasz trochę? Musze do toalety.
- Jasne idź.- wróciła jeszcze bardziej przybita.
- Martyna,widzę co się dzieje, nie chodzi o kłótnie z Damianem, mam racje?- kiwnęła głowa i sie rozpłakała.
- Czemu płaczesz?- złapałam ja za rękę, rozpłakała sie jeszcze bardziej. Nic nie powiedziała.
- No?
- Klara- westchnęła- co ja mam zrobić? Jak mam mu powiedzieć?Przecież sie wścieknie. Bedzie zły jak cholera.
- Ale co?- dążyłam do tego, aby mi powiedziała o co chodzi?
- Ja nie dam rady.
- Martyna proszę cie, powiedz o co chodzi.
- Jestem w ciąży, to koniec 5 tygodnia.
- No coś ty, gratulacje.- przytuliłam ja, a ona płakała jeszcze bardziej.- Nie płacz kochanie, nie cieszysz się?
- Ciesze się, bardzo. Tylko Damian nie chciał mieć więcej dzieci, co ja teraz zrobię? Jak mam mu to powiedzieć.
- Normalnie, nic się nie boj. Bedzie dobrze. Kiedy masz termin?
- Kolo 20 maja.
- Mam byc przy tym jak mu będziesz mówić?
- Mogłabyś?
- No jasne, kiedy?
- Im szybciej tym lepiej.
- No to wstawaj, jedziemy do was do domu.


- O dziewczyny dobrze, ze jesteście, odstawiłem dzieciaki do rodziców, zaraz przyjedzie Kamil, zadzwoniłem tez po resztę, zrobimy sobie wieczór przy dobrym kinie akcji.- Damian przywitał nas od progu.
- Musimy porozmawiać.- zaczęła Martyna dość niechętnie.
- Cos sie stało?
- Chce zaadoptować Darie, żeby była moja prawomocna córka.
- Serio?- ucieszył sie- Bardzo sie ciesze.- przytulił ja.
- Martyna.- syknęłam na nia.
- Jest jeszcze coś.
- Cos się stało?- powtórzył swoje pytanie.
- Jestem w ciąży, to koniec 5 tygodnia, termin mam na około 20 maja, lekarz powiedział, ze wszystko jest okej, mam brać jeszcze kwas foliowy a za 2 tygodnie mam przyjść na wizytę i usłyszymy wtedy bicie serca. Wiem, ze jesteś zły, bo nie chciałeś mieć juz dzieci, ale nic na to nie poradzę, ze wpadliśmy.- Damian wstał i ja pocałował.
- Mimo wszystko bardzo sie ciesze, damy rade.
- Serio? Tak bardzo sie bałam,ze sie zdenerwujesz.
- Serio. Mamy okazje do picia.- poszedł otworzyć drzwi, akurat zadzwonił dzwonek. Wszyscy weszli do środka. Byl tez Michał, który przyjechał z Warszawy na weekend. Wszyscy bardzo sie cieszyli.

Pierwszy raz od około 10 miesięcy upiłam sie jak świnia, następnego dnia miałam mega kaca
  • awatar addy: oj gościu. miałaby 40 lat też byś znalazł ale. lepiej rodzić za młodu, przynajmniej dzieciaki zdrowe i rodzinka szczęśliwa :)
  • awatar Klara.: @gość: 21 lat, jak urodzi to bedzie miala 22. Wiec nie jest zle. Nie osadzaj, nie wiadomo jak bedzie z toba, drogi gosciu.
  • awatar Blonde Angel: pogratuluj Martynie :* będzie dobrze :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Mamy już położony dach w naszym domku
Panowie w tydzień czasu uwinęli się z całym dachem, jestem pełna podziwu, no ale, jak się robi w 15 osób codziennie to idzie szybko.

Dzisiaj byłam tez na budowie, aby zmienić układ pomieszczeń w naszym domu. Zdecydowałam sie na połączenie salonu z kuchnia, i na zrobienie garderoby.

Do końca tygodnia maja wymurować ścianki działowe, a od poniedziałku maja kłaść elektrykę Jestem taka szczęśliwa, ze to tak szybko idzie.

I wiecie co? Moze już w czerwcu sie wprowadzimy ;D
  • awatar Gość: zazdroszcze :)
  • awatar Blonde Angel: super że tak szybko idzie :) aaaaj zazdroszczę, też już chcę swój domek :D
  • awatar KrakowskaGóralka: Ooo! Rzeczywiście tempo ekspresowe! Super! :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
- Klara błagam.- Damian od dwóch godzin snuł się po moim i Kamila mieszkaniu i błagał mnie o powrót do pracy.
- Zapomnij. Dopiero miesiąc po porodzie jestem. Nie dam rady zając się domem, dzieckiem, Kamilem i jeszcze praca na dodatek.
- No weź, dostaniesz podwyżkę, będziesz mogla małego brać do biura. Proszę.- padł na kolana i łaził za mną zdzierając spodnie.
- Nie chodzi o kasę, Kamil da rade nas utrzymać.
- To o co chodzi?
- Damian, daj mi spokój, nie chce wracać do pracy. Juz i tak dwa dni temu wzięłam przygotowanie ślubu na czerwiec.
- Dasz rade to zrobić w miesiąc, przecież wiem.
- Odczepisz się w końcu ode mnie?
- Proszę. Proszę.- przytulił sie do mnie.- Proszę.
Trzy, cztery godziny dziennie. Nie chce zatrudniać nowej menadżerki, ani księgowej, ty sobie dawałaś rade, a ja bym musiał ich od nowa szkolić.
- No dobra.
- Kocham cie.
- Wiem.
- Powiem Martynie to jutro zostanie z Małym na parę godzin, a jutro poszukam opiekunki do niego.
- Sama mogę poszukać.
- Ja wole dac ci kogoś zaufanego.
- Jak chcesz.

- Klara!- Daniel dopadł mnie w rogu restauracji,ledwo zdążyłam wejść.
- Cześć.
- Dobrze, ze jesteś.
- Czemu?
- Sajgon trochę sie zrobił. Ty zawsze umiałaś ustawić nowe kelnerki i resztę osób, a od kilku dni to tutaj jest masakra.
- Czemu?- ponowiłam swoje pytanie.
- Sama zobaczysz.
- Dzień dobry.- Karolina przywitała sie ze mna.
- Cześć. Wszystko dobrze?
- Jasne, chce cos pani do picia?
- Moze herbatę z cytryna?
- Juz robię.
- Kto to?- spytała nowa dziewczyna
- Nasza szefowa.
- Serio?Młodo wygląda.- słyszałam kawałek rozmowy.

Rozejrzałam sie po biurze, na swoim biurku stos faktur i papierów. Poszłam do kuchni, usłyszałam kłótnie szefa kuchni Adama z jego pomocnikiem.
- Ile razy mam ci powtarzać, ze cytrynę podajemy na talerzu a nie wrzucamy do szklanek? Albo, ze warzywa codziennie rano myjemy i kroimy a nie dajemy z poprzedniego dnia? Ile można powtarzać,ze dania podajemy gorące, codziennie nowe, nie zamrażamy i nie podajemy odgrzewanych!
- No,ale.
- Nie ma żadnego ale, bierz sie do roboty. Kroj dalej te warzywa, wszystko ma byc czyste.
- Pierdole taka robotę.- rzucił nożem na blat.
- Co tu sie dzieje?- spytałam wchodząc do środka.
- Słyszałaś?- spytał Adam.
- Słyszałam. Jak długo tu pracujesz?- spytałam nowego.
- Dzis drugi dzień.
- No to, jeszcze dwa dni będziesz pomagać w krojeniu warzyw, mięsa itp. Od piątku będziesz uczyć sie doprawiać steki, karkówki i inne mięso, a po dwóch tygodniach, sam będziesz mógł przygotowywać jedzenie dla gości, pod okiem naszego szefa kuchni.
- A ty to kto jesteś?- popatrzył na mnie z góry. Kochanka szefa?
- Jestem menadżerem a zarazem współwłaścicielem. Masz ostatnia szanse. Przyjdę za godzinę i nie chce słyszeć, ze coś nie tak robisz. Bo inaczej twoje praktyki skończą sie szybciej niz je zacząłeś.

- Szefowo- zawołała za mna Karolina
- Tak?
- Chcieliśmy z Danielem pogratulować ślubu i dziecka. I podziękować zarazem.
- Dziękuje bardzo. I nie wiem za co mi dziękujecie.
- Za uratowanie naszego związku.- dodał Daniel.
- Bez przesady.
- I chcielibyśmy prosić o zorganizowanie naszego ślubu. Na wrzesień przyszłego roku.
- Nie ma sprawy.
- Dziękujemy.- weszlam do swojego biura, zostawilam jednak otwarte drzwi.

- Fajna z niej babka.- odezwala sie jedna z nowych kelnerek.
- Bardzo. Zawsze pomoze. Jest ok.
  • awatar Wampirka Vivian: Ty to masz cierpliwość do nich wszystkich niesamowitą
  • awatar Blonde Angel: taka prawda, bez dobrego nadzoru ludzie pracują jak chcą...
  • awatar Gość: Ja bym tak nie umiala, miesiac po porodzie wrocic do pracy.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
- Co patrzysz?- spytałam Kamila wieczorem, gdy wykapałam Małego i go karmiłam.
- Tak sobie oglądam tylko.- uśmiechnął się.
- Zobacz. Pokazał mi piękne zdjęcie.



- Ale śliczne domki, gdzie to?
- Na Bali.
- W Indonezji? Żartujesz sobie. Świetne.
- Zarezerwowałem nam na półtora tygodnia domek na wyspie. Na sierpień przyszłego roku. Pojedziemy ostatniego lipca, spędzimy tam twoje urodziny i będziemy odpoczywać. Mały akurat będzie miał roczek, wiec mam nadzieje, ze pozwolą nam go zabrać do samolotu.
- Mały tez?
- No pewnie, przecież nie zostawimy synka.- przytulił mnie.
- Żartujesz sobie?- byłam w szoku- To kupa kasy na to pójdzie. Skąd pewność, ze będziemy mieć kasę?
- Mamy jeszcze. Najwyżej zrezygnujemy z basenu w domu, a zrobimy sobie w innym czasie.
- Jesteś cudownym mężem.- przytuliłam sie do niego. Mały patrzył na nas i sie uśmiechał.
- Widzisz, jemu tez się podoba. Daj położę go. A ty sobie zadzwoń do Martyny, przecież wiem, ze chcesz. Tylko nie piszcz za bardzo, żebyś mi syna nie obudziła. - mówił z uśmiechem na ustach.

- No?- odebrała po kilku sygnałach.
- Zgadnij, gdzie spędzę następne urodziny? Z mężem i synem?
- W Honolulu.
- Blisko. W Indonezji. A dokładniej na Bali. Kamil zamówił nam domek na plaży na półtora tygodnia.
- No coś ty.- piszczala razem ze mną.- Zajebiście.




- Szkoda, ze nie możemy jechać z Wami-westchnęła.
- Czemu?
- Nie wiem.
- Czekaj, zapytam Kamila.
- Kamil?- podeszłam do niego
- Moga jechać z nami.
- Skąd wiedziałeś?
- Znam cie i Martynę. Powiedz jej, ze zaraz im podeśle na maila wszystkie informacje. Tylko dzisiaj niech zarezerwują.
- Słyszałaś?- spytałam Martyny.
- Jasne, z dzieciakami czy bez?
- Z dzieciakami.
- Spoko, juz mowie Damianowi. Kocham Was.- rozłączyła sie, zanim zdążyłam odpowiedzieć.

- Jesteś cudownym mężem.- rzuciłam mu się na szyje.
- No wiem.- wyszczerzył się.


To teraz juz wiecie, co sie wczoraj stało i dlaczego jestem mega szczęśliwa
  • awatar Blonde Angel: no to teraz zazdroszczę Ci jeszcze przyszłorocznych wakacji, które my spędzimy na 99,9% w domu :)
  • awatar Gość: zazdroszcze :) gdyby moj maz byl taki, ale on ciagle narzeka, ze nie mamy kasy...
  • awatar Wampirka Vivian: Nie no na prawdę jest świetnym mężem
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Mówiłam Wam, ze mam cudownego męża? Nie? To Wam mowie. Mam najcudowniejszego męża na świecie i jestem mega HAPPY
  • awatar archange: Czekamy na dokładniejszą relację :D Cieszę się razem z Tobą :*
  • awatar Wampirka Vivian: mówiłaś i to wielokrotnie, ale o co chodzi?
  • awatar Gość: No to pisz tutaj szybciutko co sie stalo :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
- Udawajcie, ze o niczym nie wiecie- poprosiłam rodziców, żeby nic nie mówili Sylwii, po wyjaśnieniu sytuacji. Chwile później zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszłam z Małym na rekach otworzyć. Wpuściłam Sylwie do środka.
- Siadaj do stołu, za 10 minut będzie obiad. Kamil z mama już podają.
- Co na obiad?
- Rosół i kurczak w sosie śmietanowo- ziołowym, masz do wyboru ryz albo ziemniaki.
- Spoko.

- Zaniosę talerze do zmywarki.- Kamil wstał i zaczął zbierać po obiedzie.
- Pomogę Ci.- Sylwia zgłosiła sie na ochotnika.
- Jak telefon od rodziców?- spytał po drodze.
- Nie dzwonili jeszcze.
- Ciekawe.- położyła mu rękę na ramieniu i zniknęli za drzwiami.
Cos długo ich nie było, wiec poszłam za nimi.
- Zostaw Klarę, ja będę dla ciebie lepsza.- usłyszałam.Lekko uchyliłam drzwi. Zbliżyła się do niego i położyła mu rękę na ramieniu.
- Odwal się, jesteś pusta.
- Moze Klara jest lepsza?- pocałowała go w policzek, odsunął ja od siebie.
- O wiele.- zamknął drzwiczki od zmywarki.
- Poczekaj.- złapała go za rękę.
- Czego ty chcesz kobieto? Daj mi święty spokój. Mam żonę i dziecko, nie zostawię ich dla ciebie.
- Podobasz mi się, nie wiem jak możesz być z Klara, ona nie zasługuje na ciebie. Ona jest dziwka, mówiłam ci już.- zbliżyła się do niego i próbowała go pocałować.
- Jesteś żałosna.- odepchnął ja, ze poleciała na lodówkę.
- Oj Sylwia, Sylwia.- pokręciłam głowa wchodząc do kuchni. - Zachowujesz sie jak dziecko. Nie wiesz, ze żonatych mężczyzn sie nie tyka? - spojrzała na mnie zaskoczona. Bierzesz manatki i znikasz stad i z naszego życia. Nie chce cie widzieć u nas w domu, w domu moich rodziców i w naszym życiu. Robisz ze mnie szmatę, dobierasz sie do mojego męża, z moich rodziców i ze mnie robisz bankomat. Bierz swoje rzeczy i do widzenia. Za chwile jeszcze raz zadzwonię do twoich rodziców. Jesteś bezczelna gówniara. Podrywasz mi męża i myślisz, ze mnie zostawi? Nie mam juz do ciebie siły. Wyjdź.- wyszła a my z Kamilem chwile po niej.
- No co?- spojrzałam na rodziców.
- Dobrze zrobiłaś. Słyszeliśmy wszystko. Mały spi, idziemy na spacer?
- Możemy isc.

Około 18 wróciliśmy do domu. Wykapałam Małego. O 19.30 mi zasnął, lecz natarczywy dzwonek do drzwi mi go obudził.
- Co znowu chcesz?- spojrzałam na Sylwie, Kamil akurat otworzył jej drzwi.
- Musze to zrobić.- uderzyła mnie w twarz, podeszła do Kamila i go pocałowała.- Musiałam zobaczyć jak smakujesz.- Po czym obróciła sie na piecie i wyszła. Pobiegłam za nią i jej oddalam.
- To za mnie.- dostała raz- To za całowanie Kamila- dostała drugi raz- A to za to, ze obudziłaś mi syna.- Dostała trzeci raz.
- Dziwka.
- Mow sobie co chcesz. - wróciłam na gore i dorwałam sie do Kamila. Pocałowałam go namiętnie.
- Musiałam sprawdzić jak smakujesz.- zaśmiałam sie.
- Bo zaraz ściągnę pasek i ci wleje.- pogroził mi na żarty.
- To chodź do sypialni.
- I tak jeszcze nie mozesz.
- Pobawimy sie inaczej.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
- Co się dzieje?- obudziłam sie o 2 w nocy.
- Nic.- Kamil całował mnie po karku.
- To dobranoc.- nadal nie przestawał.- Kamil daj spokój, dobrze wiesz, ze jeszcze nie mogę, dopiero 2 tygodnie po porodzie jestem.
- Ale całować sie możesz.
- No mogę.

- Serduszko moje.- pocałował mnie w brzuch i położył głowę na moich piersiach.
- Kocham cie. Rano trzeba odebrać Kacpra od rodziców.
- Spoko,tato mówił, ze możemy przyjechać wieczorem.
- Tak długo nie wytrzymam bez niego.
- Wytrzymasz.

- Klara?
- No.
- Przepraszam.
- Za co?
- Za ta twoja kuzynkę, przepraszam, ze ci nie wierzyłem.
- Bylo minęło. Chodźmy spać.
- Jesteś cudowna.- pocałował mnie w rękę i zasnęliśmy.

- Ej, zostaw mi bajki.- zbuntowałam sie, gdy mi przełączył Scooby-Doo na Polsacie. Wyrwałam mu pilota i sobie przełączyłam.
- Śniadanie?
- Jasne,poproszę do łóżka.- wyszczerzyłam się.
- Ej, miałem nadzieje, ze ty zrobisz.
- Nie nie mój drogi. Zaproponowałeś to robisz, świeże bułeczki z serem i ogórkiem,możesz dodać rzodkiewkę, jedna bułeczkę z dżemem, no i sok z pomarańczy.
- Skąd ja ci wezmę świeże bułeczki?
- Masz piekarnie na dole, ciężko zejść?
- No wiesz co, tak męża wykorzystywać?
- Sam zaproponowałeś śniadanie.Twój pech. No idź idź, a ja idę się wykapać.

Wyszłam spod prysznica, na stole czekało na mnie pyszne śniadanko, takie jakie sobie wymarzyłam.
- No proszę, jak ty spełniasz zachcianki zony.- pocałowałam go w nos. Mila atmosferę przerwał nam dzwonek do drzwi.W drzwiach stała moja kuzynka, ta,przez która kłóciliśmy sie kilka dni temu.
- Sylwia? A co ty tu robisz? Jest 8 rano.
- No wiem, przyszłam na śniadanie.
- Żartujesz sobie?- spytał Kamil
- Nie,dlaczego?
- No nie mów, ze codziennie o 8 rano będziesz do nas na śniadanie przychodzić.
- Dlaczego nie?
- Masz swoje mieszkanie, nie możesz tam jadać?
- Umówiłam się z mama, ze będę jadać u was.
- Wiesz, my ci jedzenia nie żałujemy, ale tak nie będzie. Chcesz jadać z nami? Proszę bardzo, raz na dwa tygodnie w niedziele możesz iść z nami do moich rodziców na obiad.- wyjaśniłam- ale do jasnej cholery, ja cie codziennie nie będę stołować, nie po tym co zrobiłaś.
- Ale ja nie mam kasy na jedzenie.
- Pożyczę ci, dzisiaj siadaj i jedz,ale to ostatni raz, akurat dzisiaj wypada niedzielny obiad u rodziców,wiec pójdziesz z nami, ale od jutra koniec. Powiedz rodzicom, żeby ci więcej kasy wysyłali, bo ja cie utrzymywać nie będę.
- Co wam szkodzi? Budujecie dom, wiec was stać na to, aby dawać mi jakieś 500 zl miesięcznie na jedzenie.
- No chyba cie pojebało do końca.- Kamil sie wkurzył.- Nie dostaniesz ani złotówki. Obiad u Klary rodziców o 13.30, a teraz wyjdź.
- Co to ja jestem?- wkurzyłam sie- Skarbonka? A może bankomat? Pomagałabym ci, gdybyś była naprawdę biedna, ale twój ojciec jest prezesem firmy a matka dyrektorka w urzędzie. Wiec stać ich na to, żeby ci kasę wysyłali. I mnie nawet nie wkurzaj. Do widzenia. O 13.30 u rodziców.- otworzyłam jej drzwi.

- Co za tupet. Jeszcze chwila i bym ja na strzępy rozerwała.- wkurzałam sie.- Od kiedy to ja jestem skarbonka? Wszyscy tylko kasę od nas chcą. Co za babsko. Zaraz zadzwonię do ciotki i ja zjadę.

Ciotka i wujek oczywiście nic nie wiedzieli o sposobie jaki sobie wybrała ich córeczka na zarobek. Obiecali, ze do niej zadzwonią. Ciekawe co z tego wyniknie.

c.d.n.
  • awatar Wampirka Vivian: współczuję takiej kuzynki, mam nadzieje, że się ogarnie
  • awatar Blonde Angel: zobaczymu jak będzie po obiadku, może się ogarnie, bo jak nie to ja Wam współczuję...
  • awatar Gość: nie ma to jak traktowac kogos jak bankomat...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Opycham się czekolada na smutno. Mama zabrała Małego do siebie na weekend, wiec mogę na spokojnie sie wypłakać, odpocząć i spać do południa.

Gdybym mogla to bym sie upiła na smutno, a tak to pozostaje mi tylko czekolada.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Badz miłym dla innego człowieka. W zamian dostań opierdol, ze się kimś przejmujesz lub komuś pomagasz.

Bardzo miły początek dnia i jeszcze bardziej zajebisty koniec dnia.

Ide spać. Choć to będzie trudne przy malym dziecku.

Ehh, co za życie...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
- Mezu.- zawołałam Kamila.
- Tak zono?- pocałował mnie czule i przytulił.
- Kocham cie.
- Ja ciebie tez. Myślisz, ze twoja mama mogla by się zając Kacperkiem na dwie godzinki?
- Pewnie tak,a czemu pytasz?
- Ruszyła budowa naszego domu, sa juz wylane fundamenty i zaczęli stawiać mury, chciałem zobaczyć, myślałem,ze pójdziesz ze mna.
- No pewnie, ze pójdę. Zadzwonię do mamy.

Godzinę później byliśmy na miejscu budowy naszego domku.
- Dzień dobry szefie.- przywitał nas jakiś starszy pan.
- Dzień dobry, to moja zona Klara.
- Witam. Jestem kierownikiem budowy. Bardzo mi milo,ze to akurat nas wybraliście,abyśmy postawili wam dom, bardzo nas to cieszy.
- Nas tez.- odezwałam sie.- sprawdziłam was,a jak ja kogoś sprawdzam i wybieram to znaczy, ze jest najlepszy, ja nie biorę byle kogo. Widziałam wasze projekty, sa świetne. Mam nadzieje, ze w naszym domu tez tak będzie.
- No proszę, widzę, ze Pani się zna na rzeczy.
- Lepiej z nia nie wchodzić w dyskusje, jeszcze panu dogada tak,ze sie pan nie pozbiera przez miesiąc.
- Serio?
- Serio.
- Co w tym roku jeszcze zrobicie?
- Na pewno zadaszymy i wstawimy okna, jeżeli pogoda pozwoli to elektrykę i hydraulikę, jeżeli nie to od marca przyszłego roku, potem tynki i posadzki, a potem to juz z górki.
- Czyli kiedy będziemy mogli sie wprowadzić?
- Myślę, ze na koniec czerwca,początek lipca.
- Świetnie.

- Idziemy na lody?- spytałam mojego męża.
- No nie wiem, mama nie będzie zla, ze sie spóźniliśmy trochę?
- Cos ty, widziałeś, jak dużo frajdy sprawia jej, ze zajmuje sie Kacperkiem. Myślę, ze jak przyjdziemy 15 minut później to nic nie będzie.
- To chodź,postawie ci loda.
- Jesteś super mężem.
- Poczekaj az dojdę do pełnej sprawności, odstawiłem juz kule, zebra tez powoli sie zrastają, jest dobrze.
- Juz sie nie moge doczekać.

Odebraliśmy Małego od mamy. Pod drzwiami naszego mieszkania stała Martyna.
- Sama jesteś? Gdzie dzieciaki?
- Z Damiana matka.- odpowiedziała zła.
- Co tym razem zrobiła?
- Nie chce mi sie opowiadać, ciesz sie Kamil, ze masz super teściową.
- Wiem.- wyszczerzył się.- O Mały się obudził, pójdę do niego a wy sobie pogadajcie.

- Za dwa tygodnie mamy z Damianem pierwsza rocznice ślubu.- oznajmiła mi.
- Przecież wiem. Tak szybko to minęło, a jeszcze niedawno chodziliśmy i wszystko zalatwialysmy. To bylo cos.
- A jakie wyczerpane bylysmy.
- Za to zabawa byla swietna. 300 gosci, zajebista muzyka, duzo dobrego jedzenia i co najwazniejsze wszyscy sie bawili do bialego rana.
- To bylo swietne. Szkoda, ze juz sie to nie powtorzy.
- Co planujesz na rocznice?
- Chce go zabrac do Zakopanego na dwa dni. Zebysmy sobie odpoczeli troche od tego wszystkiego.
- Fajny pomysl.
- No a wy?
- Co my?
- Będziecie brać kościelny kiedyś? Bo cywilny już macie.
- Pewnie, ze będziemy, w przyszłym roku wprowadzamy sie do naszego domu, byliśmy dzis na budowie, a za 2 czyli w 2015 wezniemy kościelny i wtedy taka zrobimy taka wielka imprezę na 200 osób.
- Hej Klara, Maly chyba chce do ciebie, bo nie moge go uspokoic.- Kamil podal mi malego.
- Widzisz, tak to jest.- westchnelam.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Spać, spać, spać ;/

Tak bardzo chce mi sie spać, ze masakra. Mały daje mi w kość, ale ma dopiero tydzień, wiec mam nadzieje, ze z czasem będzie lepiej
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dzwonek do drzwi. Wkurzyłam się bardzo, ledwo co uśpiłam Małego, po 3 godzinach męczarni. Miałam ochotę kogoś zamordować.
- Klara przepraszam, nie dały mi spokoju.- Mama zaczęła się tłumaczyć, za nią zobaczyłam jej trzy koleżanki.- Męczyły mnie trzy godziny od rana,bo chciały zobaczyć Małego.Przepraszam.- jedna baba wepchała mi się do mieszkania, gdy mama nadal stała na korytarzu.
- No! Gdzie on jest?
- Spi. I proszę go nie budzić.
- Co?! Jak to? Cale miasto przejechałam, żeby zobaczyć dziecko a ty mi nie pozwalasz?
- To mój syn, jak będę chciała to sama do was przyjdę i go zobaczycie. Tu macie zdjęcia.- odpaliłam im laptopa.
- No skandal!- wykrzyknęła druga.
- Niech pani nie krzyczy w moim domu po pierwsze, po drugie 3 godziny Kacper mi płakał wiec proszę mnie nie denerwować a po trzecie natychmiast proszę opuścić mój dom.
- Jak ty sie zachowujesz! Gdzie ten twój Tymon?
- Powiedziałam, ze śpi i nie Tymon tylko Kacper.
- Imie jak dla psa.
- Pani córka Leokadia nie nazywa się lepiej.
- No wiesz co.- odezwała sie trzecia.
- A pani Bernadetta tez nie lepsza. Swoje komentarze proszę zachować dla siebie i wyjść mi stad.- popatrzyłam wściekła na mamę, Mały znowu zaczął płakać.
- Zajebiście kurwa.- poszłam do Kacperka i próbowałam go uspokoić.
- Dlaczego nie karmisz go piersią, tylko butelka?- do pokoju bezczelnie weszła mi jedna z koleżanek mamy.
- Nie mam pokarmu.- Mały po chwili zasnął, położyłam go do łóżeczka.
- Jakbyś bardziej o siebie dbała to byś miała. Daj mi go.
- Nie. I proszę mi stad w końcu wyjść.
- Co za gówniara z tej twojej córki.- usłyszałam po jej wyjściu. Zamknęłam drzwi i wyszłam.
- Po pierwsze może i mam dopiero 21 lat, ale gówniara nie jestem, po drugie wynocha mi stad, a po trzecie jak jeszcze raz obudzicie mi syna to was chyba zakatrupię, jasne?
- Bezczelna jesteś. Jakbym miała taka córkę jak ty to bys mnie popamiętała.
- Nie chciałabym być pani córka, bo jedna pani córka miała 14 lat jak zaszła w ciąże a druga 13, obie sa w moim wieku i maja po czwórce dzieci, to chyba świadczy jak pani je wychowuje, wiec ani słowa o mnie i moim wieku i dziecku jasne?
- No wiesz!
- Do widzenia!- otworzyłam im drzwi i wyprosiłam z mieszkania.
- Co za babsztyle, jak jeszcze raz mi je przyprowadzisz to się wkurzę.
- Przepraszam.
- Spoko, chcesz obiad?
- Miałaś czas żeby zrobić?
- No pewnie, Kacper wstał o 4, nie spal do 7, potem spal godzinę, znów wstał i potem nie mogłam go uspac no i wy przyszłyście, w miedzy czasie nastawiłam na zapiekankę.
- Wezmę sobie. Jestem dumna z ciebie. A jak w nocy?
- Jak zaśnie o 20.30 to spi do 4, dwa razy budzi sie tylko na mleko, i dalej spi, wiec nie jest najgorzej.
- To dobrze, ty jak byłaś mala to ja spalam tylko 2 godziny w nocy.
- Mam grzecznego syna.
- Raczej mamy.- uslyszalam w drzwich Kamila.
- Kamil.- rzucilam mu sie na szyje.- co ty tu robisz? Miales wyjsc dopiero w piatek.
- Wypisalem sie, chcialem byc z toba i synem.
- Zostawie was.- mama sie zebrala do domu.
- Co to za baby byly? Spotkalem je na dole, bardzo narzekaly na ciebie.
- Mamy kolezanki. Nic mi nie mow, usypialam Kacpra 3 godziny, caly czas mi plakal a one mi go obudzily. Wkurzylam sie, ze masakra.
- Kocham cie.
- Ja ciebie tez.


Moze i głupio sie zachowałam i nie powinnam sie tak odzywać do starszych ode mnie,ale zrozumcie, ze juz nie dawałam rady, a one mi podniosły ciśnienie. Nic nie mam na swoje usprawiedliwienie, wiem, ze jestem nieznośna, ale serio nie miałam juz siły na nic.
  • awatar Blonde Angel: Klara nie musisz się usprawiedliwiac. to te "panie" wtargnęły Ci do mieszkania, chciały budzic Twoje dziecko (a skoro same są matkami to chyba wiedzą, że uśpic noworodka jest dosc tudno, a jak się już uda to śpiącego malucha się nie budzi!), mało tego! w Twoim domu wyzywały Cię od gówniar, a imię Twojego synka określiły mianem "dla psa". i co to za stwierdzenie "daj mi go"? to przedmiot czy żywe dziecko? wyrzuciłabym je na zbity pysk i uwierz, miałabym o niebo gorsze słownictwo niż Ty. i tak zachowałaś się bardzo kulturalnie. jakbyś chciała pogadac to pisz :*
  • awatar Wampirka Vivian: Wiesz dobrze zrobilas.......
  • awatar Perfekcyjna niedoskonałość: Dobrze zrobiłaś :) A tak w ogóle to gratuluję :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
- Ale wypoczęłam.- mruknęłam wstając dwa dni temu kolo 17. Moi przyjaciele wraz z moimi rodzicami siedzieli w salonie i żwawo o czymś dyskutowali.
- Wyspałaś się?
- Pewnie.- nałożyłam na talerz pierogi, które przyrządziła mama i jadłam z zapałem.
- Fajnie, ze ci smakuje.
- Co robimy?
- Odpoczywamy. - poszłam zobaczyć jak pomalowali pokój i jak urządzili.
- Dzieki, jest pięknie, jesteście super. Tato ile ci wiszę kasy za wózek i resztę rzeczy?
- Nic.
- Tato.
- Nic. Dzwonił jakiś chłopak, mówił, ze macie już pozwolenie na budowę, żebyś do niego zadzwoniła.
- Świetnie, juz dzwonie.- wybrałam numer do Piotrka.
- Piotrek, cześć, tu Klara.- wypaliłam, jak odebrał telefon.
- Cześć, mam już dla was decyzje w sprawie pozwolenia na budowę, jest pozytywna.
- Świetnie, dziękuje Ci bardzo, jak ci sie to udało tak szybko załatwić to nie wiem.
- W końcu ma sie ojca dyrektora.- zaśmiał sie.
- No tak.
- Potrzebuje jeszcze tylko wasz podpis na jednym papierku.
- Dobra, to wpadnę do ciebie. Kiedy mogę?
- Dzisiaj jestem do 19 w urzędzie, wiec jak chcecie to wpadnijcie. Będę czekać.
- Juz jadę.
- Jade po pozwolenie na budowę, muszę jeszcze jakieś papierki podpisać i wszystko załatwione.
- Pojadę z tobą.- tato sie poderwał i zawiózł mnie do urzędu. Szybko podpisałam papierki i wracaliśmy do domu, gdy rozdzwonił się mój telefon.
- Tak słucham?- odebrałam.
- Witam, Pani Klaro, z tej strony dr Kowalski, chciałem tylko poinformować, ze pani mąż sie obudził ze śpiączki. Wszystko jest w porządku.Robimy mu badania teraz, wiec proszę nie przyjeżdżać cala grupa, bo go to zmęczy.
- O Boże.- rozpłakałam sie.- Dziękuje, bardzo dziękuje. Juz jadę.
- Nie ma za co.- rozłączył sie.
- Czemu płaczesz?- spytał tato.
- Kamil sie obudził. Jedz do szpitala. Proszę.- tato zawrócił i skierował sie do szpitala. Zadzwoniłam do Martyny, aby przekazała wszystkim. Poprosiłam także, aby nie przyjeżdżali do szpitala.

- Kamil.-dopadłam sie do jego łóżka.- Kochanie.- rozpłakałam sie znowu i pocałowałam go.
- Klara.- podał mi rękę.- Kocham cie.
- Ja ciebie tez.
- Co w domu?
- Dobrze, odebrałam dzisiaj pozwolenie na budowę, możemy juz załatwiać ekipę budowlana.
- Super.- zamknął oczy.
- Juz nic nie mowie, nie bede cie męczyć.
Siedzieliśmy w ciszy jakiś czas, gdy za drzwiami zrobiło sie głośno.
- Przyjaciele.- mruknął cicho.
- Jak zwykle mnie nie słuchają, mieli nie przyjeżdżać.
- Długo bylem w śpiączce?
- Tydzień, ale lekarz mówi, ze juz jest dobrze z tobą i nie ma zagrożenia życia.
- To dobrze.- zawołałam ręka Martynę. Miałam częste skurcze,ale nikomu nic nie mówiłam.
- Co jest.- wskazałam na podłogę.
- Klara, ty rodzisz. Wody ci odeszły!
- Co?- Kamil z zaskoczenia próbował się podnieść.
- Lez kochanie.- próbowałam go uspokoić. Piętro wyżej jest porodówka, nic sie nie martw.
- Klara, jeszcze 3 tygodnie.
- Spokojnie. O nic się nie martw.- Martyna przyleciała z lekarzem. Zabrali mnie na porodówkę. Podłączyli jakieś sprzęty.
- Rozwarcie 5 cm, jeszcze chwila i zaczniemy przeć.
- Dobrze.

3 godziny później usłyszałam płacz naszego syna.
- Gratulacje, macie pięknego syna.- położna położyła mi go na piersi. Martyna zrobiła nam zdjęcie.
- Pójdę pokazać Kamilowi.
Zabrali Małego na badania, dostał 10 punktów, byłam dumna z mojego mężczyzny.
- Doktorze, kiedy będę mogla wstać?
- Najwcześniej w sobotę rano.
- Będę mogla zabrać dziecko piętro niżej? Moj mąż tam leży.
- Zobaczymy. Proszę teraz odpoczywać.
- A mój syn?
- Został zbadany, nakarmiony i umyty. Teraz spi. Niech sie pani nie martwi. A jeszcze jedno. Imie i nazwisko syna.
- Nazwisko Kryspinowicz a imię jeszcze do ustalenia. Jutro panu powiem.
- Dobrze. Państwa proszę o opuszczenie sali. Juz prawie północ.
- Trzymaj sie.- pożegnali mnie i dziecko.

W sobotę rano mogłam wstać z łóżka, z pomocą Martyny umyłam sie jako tako. I mialam zamiar zejsc do Kamila, gdy zobaczyłam go w drzwiach z pielęgniarka.
- Kochanie. Ja miałam przyjść.
- Chcialem zobaczyć syna.- Martyna podała go Kamilowi.
- Na zywo jeszcze piękniejszy, niz na zdjęciu. Jest taki śliczny. Zupełnie jak ty.
- Przecież, ze nie ty.- Martyna zaczęła sie śmiać.
- Świnia.
- I tak mnie kochasz.
- Chyba sie zfajdales.- Kamil powąchał jego pieluszkę.
- Daj przebiorę.
- Umiesz?- spytała Martyna
- W szkole rodzenia pokazywali.
- No jestem z ciebie dumna.- Martyna mnie przytuliła, gdy przebrałam syna.


Wybraliśmy imię, Kacper Kryspinowicz. Z Kamilem wszystko w porządku. W przyszłym tygodniu wyjdzie ze szpitala. My dzisiaj wyszliśmy ze szpitala. Mały śpi, wiec korzystam z chwili wolnego. Pomaga mi mama i Martyna.

Jestem szczęśliwa <3

Klara
  • awatar Klara.: @soniaevans: bardzo mile, ale to chyba dlatego, ze dowiedzialy sie, ze Kamil lezy pietro nizej i dopiero co sie obudzil ze spiaczki. Jedna byla taka co czubek nosa ma dalej niz widzi, ale na szczescie nie musialam dlugo sie z nia użerać. A na porodowce panie swietne. Kuzynka tam rodzila i zle wspomina tam pobyt, a ja jestem zadowolona :)
  • awatar Blonde Angel: gratulacje kochana! :* cieszę się bardzo że Kamil się obudził :) gdy ja byłam we Wro Ty rodziłaś :)
  • awatar Gość: gratuluje i zdrówka dla Ciebie, maludy i Kamila ;*** normalne że trzeba sie prosić o znieczulenie ;P a wg to panie w szpitalu miłe względem Ciebie?:) i na porodówce?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
- Klara, tak mi przykro.- O 8 rano w szpitalu dopadł nas Michał, który z racji pracy dopiero wczoraj mógł dojechać z Warszawy do Wrocławia.
- Co u ciebie?- spytała jak gdyby nigdy nic.
- Dobrze. Co z Kamilem?
- Jest w śpiączce, ale dzisiaj lekarz powiedział, ze mu się poprawia.
- Kiedy się obudzi?
- Nie wiadomo.- przytuliła sie do niego, a ja dałam mu znak, żeby juz o nic nie pytal.
- Byłaś w domu?
- Byłam.
- Kiedy?
- Wczoraj.
- To chodź, pójdziemy do ciebie, zjemy coś, wyśpisz sie, a rano przyjdziesz tu znowu.
- Nie. Zostanę.
- Klara chodź. Nie pomożesz mu jak tu będziesz tak siedzieć.
- Ale..
- Nie ma ale, lekarz zadzwoni jak cos sie będzie działo. Chodźcie.- wstał z krzesła i podał rękę Klarze, aby wstała.
- Obiecujesz, ze będzie dobrze?- spytała.
- Obiecuje.

Po drodze zrobiliśmy zakupy. Klara powiedziała, ze zrobi obiad, chciałam jej pomoc ale nie chciała. Godzinę później obiad wylądował na stole.
- Smacznego.- lekko się uśmiechnęła i złapała za brzuch.
- Co jest?- spytał Michał.
- Mam skurcze.
- Jak często?
- Co jakiś czas.
- Dwa dni temu co godzinę, wczoraj co 50 minut, dzisiaj juz co 45.-odpowiedziałam za nia.
- Klara niedługo urodzisz.
- Jeszcze 3 tygodnie.
- Dziecko tez odczuwa twój stres, jesteś przygotowana na poród?
- Nie mam do tego głowy. Mam kupione ubranka, jakieś butelki i kosmetyki dla dziecka. I łóżeczko, ale jeszcze nie kupiłam materaca do łóżeczka i kocyka.
- Czegoś jeszcze nie masz?- spytałam.
- Wózka i fotelika do samochodu, w sumie dwa foteliki potrzebuje, bo jeden do mnie, jeden do Kamila, żeby nie przepinać co chwile. No i muszę pomalować pokój.
- Masz farbę?
- Mam.
- To zawołałam Dawida i Damiana i ci dzisiaj pomalujemy.
- Dziękuje.- do mieszkania wszedł Klary tato.
- Cześć tato.
- Cześć. Jak się trzymasz?
- Dobrze.
-Gdzie Michał dzwoni?
- Po Dawida i Damiana, żeby pomalowali pokój Małego.
- I trzeba iść na zakupy, bo Klara nadal nie ma mnóstwa rzeczy dla dziecka.- dodałam.
- To świetnie, akurat mam wolne popołudnie. To ja z chłopakami maluje pokój dla dziecka, ty idziesz się wykapać, porządnie zjeść i spać, a Martyna i Oliwia idą ci kupić resztę rzeczy. Tutaj macie moja kartę do bankomatu. Nie ma limitu, to możecie wydać ile będzie potrzeba. Martyna znasz pin?
- Tak.
- No to dzwon po Oliwie i na zakupy. A ty do spania.- zarządził jej tato.
- Ale tato ja mam pieniądze na rzeczy dla dziecka.- wyciągnęła kopertę z pieniędzmi w moja stronę abym ja wzięła.
- Nie marudź. Trzymaj kasę, bo jak dziecko sie urodzi to co chwile będzie ci brakować pampersów albo mleka.
- Nie będzie.
- Idz się kąpać i spać. A my z Michałem zaczniemy wszystko przygotowywać zanim Dawid i Damian przyjdą.
- Dobrze. Obudź mnie o 15, pójdę do szpitala.
- Zastanowię sie.

Chłopaki pomalowali pokój, ustawili meble, ja z Oliwia zrobiłyśmy zakupy, poukładałyśmy wszystko w szafkach, potem obiad. Klara nadal śpi. I bardzo dobrze. Musi w końcu odpocząć. Dobrze, ze Michał ja namówił na powrót do domu.

Martyna.
  • awatar Gość: Dobrze, ze Michal ja namowil na powrot do domu. A z Kamilem wszystko bedzie dobrze :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Wróciłyśmy z Klara ze spaceru. Odstawiłam dzieciaki Damianowi a my pojechałyśmy do Klary na babski wieczór. Poszła do toalety a ja zrobić nam coś do picia. Nagle rozdzwonił sie jej telefon.
- Klara telefon!
- Odbierz!
- Tak słucham?
- Dzień dobry, czy rozmawiam z kims bliskim pana Kamila Kryspinowicza?
- Tak. Jestem jego przyjaciółką a obok jest jego zona.
- To poproszę żonę do telefonu.
- Słucham? Jak to?- usiadła na kanapie, po policzku zaczęły lecieć jej łzy. Po chwili strasznie płakała. - Dobrze, juz jadę.
- Co sie stało?- podeszłam do niej i przytuliłam.
- Kamil.
- Co Kamil?
- Mial wypadek. Znowu. Ja nie dam rady Martyna, nie dam rady znowu bez niego.
- Spokojnie, chodź zawiozę cie.

Dojechałyśmy do szpitala. Od razu skierowałyśmy sie na OIOM, gdzie lezal.
- Kamil.- Klara bardziej zaczęła płakać gdy go zobaczyła. Cala głowę miał w opatrunkach i bandażach. Głowa ogolona z wielka rana na boku głowy. Złamana ręka. Na brzuchu miał bandaże.
- Panie sa kimś bliskim tego pana?- spytał jakiś lekarz.
- To jego zona, a ja jestem przyjaciółka.- przedstawiłam ich.
- Proszę Panią do gabinetu, o wszystkim powiem.- zwrócił sie do Klary.
- Nie. Niech pan powie Martynie, ja tu zostaje.- podeszła do szyby i oparła o nia głowę i rękę z obrączką.
- Zapraszam. - poszliśmy do gabinetu lekarskiego.
- Co z nim?
- Nie będę pani okłamywał. Ma złamane 4 zebra, prawa rękę, uderzył głową o asfalt, miał dużo szczęścia. Niestety musieliśmy operować, gdyż zrobił sie krwiak w mózgu.
- Bedzie żył?
- Tak.
- Kiedy się obudzi?
- Tego nie wiemy. Jest w śpiączce. Trzeba czekać.
Ma duże obrażenia wewnętrzne i poparzenie 20 % skory.
-Klara znów tego nie wytrzyma.- pokręciłam głową.
- Znów?
- Rok temu, na autostradzie wjechał w niego tir. Mial kilka operacji, 5 razy go reanimowano, leżał w szpitalu z miesiąc.
- Tym razem nie będzie tak źle.
- Dziękuje, pójdę do niej.
- Niech Pani ja namówi na powrót do domu. Jest w ciąży, powinna odpoczywać,bo chyba niedługo rodzi.
- Za 3 tygodnie.
- To tym bardziej proszę ja zabrać.
- Z tym może być ciężko.
- Co lekarz powiedział?- pytała.
- Jest w śpiączce, nie wiadomo kiedy się obudzi. Resztę powiem ci jak będziesz w lepszym stanie.
- Bedzie żył?
- Bedzie.- przytuliłam ja. Chodź pojedziemy do domu.
- Nie. Zostanę.
- Obdzwonię przyjaciół. I zadzwonię do twoich rodziców. Moze oni cie namówią na powrót do domu.
- Nie strasz mnie rodzicami.
- Nie straszę.

Po godzinie wszyscy byli w szpitalu. Kazdy z nas staral sie Klare pocieszać. Po następnej godzinie przyjaciele rozjechali sie do domów a ja zostałam z Klara na noc w szpitalu. W żadnym wypadku nie chciała słyszeć o powrocie do domu.
Spałyśmy na krzesełkach. Gdy Klara usłyszała pipkanie za szyba, szybko zerwała sie na nogi. Akurat przechodziła pielęgniarka.
- Niech pani cos zrobi!- krzyczała- znowu mu aparatura wariuje.
- Spokojnie, nic sie nie dzieje. - próbowała ja uspokoić.
- Spokojnie. Niech Pani idzie do domu. Powinna pani odpoczywać.
- Zostanę.


Około 11 Klara pojechała do domu, mówiła,ze spala,ale było widać, ze nie. Przyjechała o 15. Dalej siedzi w szpitalu.

To tyle. Klara chciała, abyście miały jasny obraz sytuacji. Nie będzie jej tutaj, az Kamil wyjdzie ze szpitala, czyli nie wiadomo kiedy.

Martyna.
  • awatar Wampirka Vivian: Pozdrów Klare..... wszystko się ułoży, Kamil z tegi wyjdzie
  • awatar It's too late to apologize.♥: Duuuużo zdrówka dla obojga. Pozdrów Klarę :*
  • awatar Gość: Duzo zdrowia dla Kamila. Oni jednak maja pecha, tyle w ich zyciu sie wydarzylo, ze masakra. Mam nadzieje, ze wszystko bedzie w porzadku.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Godzina 15. Dzwonek do drzwi. Chciałam dłużej pospać, po wczorajszym ślubie i weselu Justyny i Andrzeja, który organizowałam. Poszłam otworzyć.
- Pan Zbysiu?- zdziwiłam się.
- Dzień dobry pani Klaro. Nie przeszkadzam?
- Nie, no skąd. Proszę wejść. Cos się stało? Nie powinien byc Pan na poprawinach?
- Tak, ale musimy się rozliczyć.
- Myślałam, ze w tygodniu sie umówimy, ale jeśli tak to proszę sie rozgościć. Ide po faktury i resztę dokumentów.

- Proszę. Tutaj wszystkie rachunki, faktury i inne pierdoły. Tu oddaje panu kartę, tam jeszcze sa pieniądze, bo wszystkiego nie straciłam. Razem wyszło tyle- pokazałam mu sumę na kalkulatorze po dodaniu wszystkiego- I zostało tyle.
- Świetnie to pani zorganizowała. Naprawdę goście byli pod wrażeniem. A jedzenie bomba. Jak w najlepszej restauracji na świecie.
- Ciesze się, ze sie spodobało. Balam sie, ze nic nie wyjdzie, jak im odmówili kościół i sale,ale na szczęście wszystko wyszło dobrze.
- Jest Pani mistrzynią organizacji.
- Dziękuje bardzo.
- Zauważyłem obrączkę, ma Pani męża?
- Tak. Kamila. Widział go już pan raz w restauracji.
- A tak. Taki młody, w skórzanej kurtce i na motorze?
- Tak.
- Gratulacje. Długo jesteście po ślubie?
- Ponad miesiąc. Wie pan, szczerze to dwa miesiące temu nie byliśmy razem, rozstaliśmy sie, a jak wróciłam do niego w czerwcu to półtora tygodnia później juz staliśmy w Urzędzie Stanu Cywilnego.
- Mam nadzieje, ze będzie dobrze.
- Ja tez.
- Ja się zbieram. Tutaj pani wynagrodzenie.
- Dziękuje bardzo.- zabrał teczkę z papierami i wyszedł.
Zadzwoniłam do Martyny i namówiłam na spacer z dzieciakami.

- Kamil w domu?- spytała
- Nie. Umówił sie z kumplem bo jakiś mecz ma być czy cos.
- Pojechał motorem?
- No. Teraz szpanuje, kupił sobie motor i mu odbija.
- A jak tam budowa?
- Mamy juz tam jakieś papierki, tylko jeszcze czekamy na pozwolenie na budowę, ale Kamil ma jakiegoś kumpla czy kuzyna w urzędzie i mówił, ze przyspieszy nam to, bo tak to kilka miesięcy trzeba czekać a nam załatwi w miesiąc i może w tym roku wylejemy fundamenty jak sie uda.
- Fajnie, fajnie.
- Damian dalej cięty na ciebie?
- Strasznie. Chodzi taki wkurzony, ze to opisywałam, ze masakra. Dobrze, ze usunęłam ten blog, bo chyba by sie miesiąc nie odzywał.
- Fajnie było.
- Co szczególnie?
- Szczególnie jak opisywałam nasz seks, jak sobie to przypominałam.
- Trzeba to powtórzyć.
- Jak urodzę.
- A może teraz?
- Nie. Jak urodzę.
  • awatar Gość: Niech Kamil ostroznie jezdzi na motorze. Teraz tyle wypadkow, ze masakra.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
5 rano. Dzwonek do drzwi. Zwlekłam się z łóżka, bo Kamila nie było (biega, od 4.30 do 6.30). Myślami byłam w łóżku, chciałam się w końcu wyspać. Przeciągnęłam się, założyłam szlafrok i podeszłam do drzwi. Otworzyłam a za nimi ujrzałam wszystkich moich przyjaciół.
- STO LAT! Sto lat!- zaczęli mi śpiewać. Uśmiechnęłam sie. Śpiewali tak chyba z 5 minut.
- Cisza gówniarze!- wyskoczyła z mieszkania obok starsza babka. Dawid posłał jej mordercze spojrzenie i schowała się do środka.
- Wszystkiego najlepszego kochanie-Martyna zaczęła mi składać życzenia. Po niej Oliwia i chłopaki.
- Dmuchaj.- Michał podstawił mi pod nos moj ulubiony czekoladowy tort z owocami.
- Najpierw pomyśl życzenie.- przypomniał mi Damian. Pomyślałam i dmuchnęłam.
- Wchodźcie do środka, co tak będziecie stać na korytarzu.- wpuściłam ich, sama poszłam się na szybko ogarnąć.
Wyszłam z sypialni a na stole czekało na mnie śniadanko.
- Nie rozpieszczajcie mnie tak, jeszcze się przyzwyczaję i codziennie będziecie przychodzić.
- Jedz nie marudź i spadamy.- zarządziła Oliwia
- Gdzie? Jest 5.30.
- Zobaczysz.
- Ale musimy poczekać na Kamila.
- Nie musimy. Zjadłaś?- poganiał mnie Michał.
- Nie.
- To ruchy, bo nie zdążymy.
- Człowieku, jest 5.30!
- No i? Ja nie śpię od 2.
- Żartujesz?
- Nie. Zbieraj sie.

Jechaliśmy kilka godzin, piękna polana kilkadziesiąt km za miastem. Stolik na 8 osób. Pięknie przystrojony.
- Śniadanko dla Królewny z przyjaciółmi.- Kamil przywitał mnie wielkim bukietem róż. Milion ponownych życzeń, dwa miliony prezentów. Spacer nad jeziorkiem, obiadek i powrót do Wrocławia.

Teraz moi przyjaciele z Kamilem robią coś w salonie, zakazali mi tam wchodzić wiec pisze dla Was notkę, bo dawno mnie tu nie było.
Z tego co wiem to wieczorem szykuje się imprezka. Do usłyszenia moje drogie
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
- Mam dość.- usłyszałam od Martyny gdy odebrałam telefon.
- Ale czego?
- Warszawy, tych ludzi, tej głupiej restauracji, tych tępych kelnerek, tego, ze całymi dniami sama siedzę, ze Damian się dziećmi nie zajmuje, ze nie mam chwili odpoczynku, ze nic dla siebie nie mogę zrobić.- wymieniała tak sto rzeczy na minute, a ja tylko sie uśmiechałam. Martyna nie wiedziała, ze postanowiłam przyjechać do Warszawy i zrobić jej niespodziankę.- Mam dość, ze jestem od was tak daleko, wszyscy wróciliście do Wrocławia a ja tu sama siedzę.
- Z Damianem i dziećmi.- wtrąciłam.- podjechałam pod ich dom w Warszawie, zamknęłam auto i skierowałam sie w stronę osiedlowego sklepiku. Wzięłam lody i duże chipsy i poszłam do domu Martyny i Damiana.
- To nie to samo. Mam dość. Marze o dniu spokoju, jakimś spa, albo saunie, pójściu na basen, albo do parku na lody. - wcisnęłam dzwonek do drzwi.- Musze kończyć bo ktoś dzwoni do drzwi. Później zadzwonię.
- Kocham cie.
- Ja ciebie tez.

Usłyszałam jak Martyna zbiega po schodach i idzie do drzwi. Otworzyła i zamarła. Podeszłam do niej i przytuliłam bardzo mocno.
- Skąd ty się tu wzięłaś?- spytała
- Magia.- uśmiechnęłam sie.
- Ale jest 9 rano. Musiałaś jechać pol nocy.
- To nic.
- Sama jesteś?
- Tak.
- Nie powinnaś jechać sama przez pol Polski, pol nocy i do tego w 8 miesiącu ciąży.
- Ciaza to nie choroba. Ubieraj się.
- Po co?
- Nie marudź, tylko idź się ubierz. Gdzie dzieciaki?
- Laura śpi, a Daria w salonie sie bawi.

Podeszłam do Darii, kazałam jej wyłączyć bajki i pójść się ubrać. Sama poszłam ubrać Laurę i wsadziłam je do fotelików w samochodzie.
- Gdzie jedziemy?- pytała Martyna.
- Damian w restauracji?- spytałam zbywając jej pytanie.
- Tak.
- No to jedziemy najpierw do restauracji a potem zobaczysz.

- Siedź w samochodzie.- poprosiłam ja. Odpięłam Darie i wyciągnęłam fotelik z Laura.
Weszłam do środka i skierowałam sie do biura.
- Dzień dobry szefowo.- przywitały mnie kelnerki.
- Cześć dziewczynki. Damian u siebie?
- Tak jest.

- Klara, co ty tu robisz? Z moimi dziećmi?- spytał zaskoczony.
- Dzisiaj ty sie nimi zajmujesz. Martyna nie ma chwili odpoczynku, wiec ty jak jeden dzień zostaniesz z dziećmi to nic ci nie będzie.
- Mogla powiedzieć.
- Mówiła, tylko nie słuchałeś. Wrócimy późno w nocy, albo jutro. Pa.- wyszłam, wsiadłam do auta i pojechałam w kierunku basenu.
- Basen? Ale ja nie mam stroju ani nic.
- Proszę- wyciągnęłam z torby. - Juz masz.

Siedziałyśmy na basenie ze 3 godziny, potem Martyna poszła do sauny a ja cierpliwie na nią czekałam. Pojechaliśmy do parku, potem na lody, obiad. Rundka po sklepach w centrum handlowym. Wieczorem poszłyśmy na spacer. A później do hotelu.
- Hotel?
- Tak. Powiedziałam Damianowi, ze wrócimy jutro. Odpoczniesz sobie. Filmy na DVD, chipsy, lody, żelki i popcorn. Piszesz się?
- Nie bo przytyje.- zaczęła się śmiać.- Dawaj to.

- Dziękuje.- pocałowała mnie w policzek, jak leżałyśmy w łóżku.
- Nie ma za co.
- Dawno tak sie nie bawiłam i tak nie odpoczęłam jak dzisiaj.- uśmiechnęła sie.
- Kocham cie.
- Jesteś cudowna przyjaciółką.
 

 
Trochę z sytuacji przed ślubem.

- Witaj Panno Młoda- przywitała mnie z uśmiechem gdy się obudziłam.
- Cześć Kochanie.- pocałowałam ja w policzek.
- Idz sie umyć. Śmierdzisz.- zatkała nos.
- Świnia.- wystawiłam jej język i poszłam do toalety. Umyłam się, ubrałam i wyszłam do salonu, w którym siedziała cala paczka przyjaciół i Marcelina.

- Gdzie Kamil?
- Pojechał po kwiaty.- odpowiedział Michał i znowu zajął się całowaniem Marceliny.
- Moze byś już ja puścił?- spytała Oliwia Michała.- zaraz ja udusisz.
- Nie masz zajęcia?
- No właśnie nie mam. Dziecko u dziadków to mam luz.- wstała i wepchała się miedzy Marcelinę i Michała.
- Ej.
- Cicho. Idz się przebierz w garnitur.- zarządziła.
- Jeszcze mam czas.
- Idz. I reszta chłopaków tez. I to bez gadania.- pogroziła im palcem na żarty i patrzyła na chłopaków, którzy strasznie sie ociągali.

- Gdzie moje kolczyki?- Martyna krzyczała na cale mieszkanie.
- W łazience.- odkrzyknął Damian
- Nie ma.
- Sa.
- Nie ma.
- Gdzie mój drugi but?- panikowała Oliwia
- Ktoś widział moje skarpetki?- pytał Dawid.

Wstałam z kanapy, podeszłam do Oliwi i złapałam ja za ramiona. Obróciłam tyłem do siebie i wskazałam palcem w stronę ściany.
- Jeden but w twojej ręce, drugi w kuchni pod stołem.
- Dzieki.- cmoknęła mnie w policzek. Podeszłam do Martyny.
- Twoje kolczyki w łazience na umywalce.
- Dziękuje. Nie widziałam.
- Proszę.- na koniec podeszłam do Dawida.
- Skarpety brudne w praniu. Masz czyste od Kamila.- rzuciłam mu nowa paczkę.
- Jesteś kochana.
- Ktoś jeszcze ma jakiś problem?
- Tak. Nadal sie nie ubrałaś a za pol godziny wychodzimy.- zauważyła Marcelina.
- No to chodź, pomożesz mi.

Jak to stwierdził Damian: " Wszystko pod kontrola"
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Kamil spełnił moje marzenie i kazał zaprojektować taki dom jaki sobie wymarzyłam, czyli coś takiego:



Jestem szczęśliwa, z zewnątrz będzie wyglądać podobnie ale w środku nie mam pomysłu, ale to jeszcze kupa czasu. Poki co załatwiamy formalności, ale Kamil mówił, ze ma kolegów w urzędzie, ze pójdzie to szybciej i być może jeszcze w tym roku zacznie się budowa. Oby się udało
  • awatar Klara.: @archange: Kochana, bez kredytu udalo nam sie tylko dlatego, ze Kamil rok temu po wypadku dostal kilkaset tysiecy odszodowania a ze nie rozpuscil wszystkiego to ma na budowe domu. I mowil, ze jeszcze sporo zostanie :) Tak to bysmy wzieli kredyt na malutki domek a nie taki duzy :)
  • awatar Wampirka Vivian: No, no, no, no tylko pozazdrościć piękny dom :)
  • awatar seoxlc: Fajny blog, będę zaglądać tu częściej.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›